Nie ma wątpliwości, że obecny okres w dziejach ludzkości jest jednym z lepszych. Mamy dużo ułatwiaczy życia, technologia się rozwija bardzo dynamicznie i ułatwia nam coraz więcej rzeczy.

Wojny dalej są, ale nie na taką skalę jak wcześniej. Idziemy w dobrym kierunku jak chodzi o równanie życia społecznego. Jednak jest kilka rzeczy, które bardzo uparcie niszczą nam ten dobry trend.

Brak weryfikacji wiadomości

W dawnych czasach, kiedy szary człowiek chciał poznać odpowiedź na nurtujące go pytanie szedł do filozofa. Filozof dumał i odpowiadał. Potem rola przeszła na kapłanów, którzy jako jedyni byli wykształceni. Jednak nauka uparcie szła do przodu i niedługo rolę przejęli naukowcy.

Niestety później coś się spierdzieliło i nagle ludzie za pewnik nie brali rozpraw naukowych, czy wiedzy z encyklopedii, ale to co przeczytali w gazecie, a później usłyszeli w radiu lub telewizji. Media stały się źródłem wiedzy przeciętnego człowieka. To już było złe samo w sobie, aczkolwiek wtedy dziennikarstwo stało na wyższym poziomie niż obecnie.

Dziś mamy do czynienia z rzeczą potworną, mianowicie duża część społeczeństwa czerpie wiedzę z memów, kwejka i obrazków z sentencjami, wrzuconych przez znajomych na tablicę Facebooka. Obecne społeczeństwo daje się bardzo łatwo manipulować. Wystarczy napisać coś wyrwanego z kontekstu, niepopartego źródłem, ale na tyle kontrowersyjnego, żeby ludzie to podłapali i puścili dalej.

Przykład? Nie tak dawno pojawiał się ustawa antyaborcyjna (nie ta ostatnia, ta nieco wcześniej). Po mojej tablicy Facebooka latały wiadomości, że nowa ustawa przewiduje kary dla lekarzy, którzy starają się pomóc kobiecie, której życie (lub jej płodu) jest zagrożone przez ciąże. Bardzo straszna rzecz. Trzeba o tym mówić głośno. Ale ja zrobiłem coś bardzo niepopularnego. Poszedłem do źródła, czyli przeczytałem projekt ustawy. Nie było tam nic o karaniu lekarza.

Abstrahuje tutaj od tego czy aborcja jest dobra czy zła, chodzi o sam fakt rozprzestrzeniania nieprawdy, bez jakiejkolwiek weryfikacji, bo ta nieprawda pasuje do poglądów politycznych czy światopoglądowych danej osoby.

Brak tolerancji

Kiedy pada słowo tolerancja to wszyscy od razu myślą: geje i czarni. To jest ogromne spłycanie sprawy. Mówi się, że na szacunek zasługuje każdy. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, to na tolerancję zasługuje każdy. Nie liczy się tutaj czy ktoś jest chudy czy gruby, jaką religię wyznaje, czy jest rudy czy łysy, czy to kobieta czy mężczyzna. Powinniśmy być w stanie tolerować każdego.

Naprawdę widząc homoseksualistę musisz iść i przywalić mu w twarz „bo pedał”? Zapewniam Cię, że prawdopodobnie na ulicy codziennie mijasz kilku homoseksualistów, może nawet się z jakimś przyjaźnisz, albo dzielisz pokój w pracy. Tylko o tym nie masz pojęcia. Nie masz pojęcia przez nastawienie sporej części społeczeństwa do takich ludzi. Musza się chować ze swoimi preferencjami czy poglądami, bo mogą za to od tak dostać w pysk.

Często pada argument, że to obrzydliwe jak facet idzie z facetem za rękę. Czy nie można zrobić tego samo co w przypadku, leżącej na ziemi starszej osoby? Pójść dalej, udając że się tego nie zauważyło?

Śmiejesz się z osoby niepełnosprawnej, bo dziwnie wygląda? Wiesz, że wystarczy jeden wypadek – nie z Twojej winy – i możesz być dokładnie taki jak ta osoba? Tolerancja nie musi się równać akceptacji. Żyjemy w milionowym społeczeństwie, nie ma opcji pozbyć się ze świata wszystkich ludzi z poglądami innymi niż Twoje. Z resztą gdyby nawet taką czystkę prowadzić to kto powiedział, że to Twoje poglądy są słuszne? Może nagle Ty staniesz się osobą szykanowaną.

Walka o równość, walką o wpływy

Bardzo głośna kwestia w ostatnich latach to równouprawnienie. Kobiet, osób o innej orientacji czy rasie. Tej walki nie neguję. Jest słuszna. Zanim ktoś się oburzy, niech sobie rozłoży to słowo na czynniki pierwsze. Równo-Uprawnienie. Czyli wszyscy mają równe prawa. Co to oznacza w praktyce? Że homoseksualista ma prawo skorzystać z publicznej opieki zdrowotnej, że czarnoskóry może jeździć komunikacją miejską, że mężczyzna może pracować jako przedszkolanka.

Chodzi o to, żeby prawo stanowiło jednakowo dla wszystkich. Co jest sprawiedliwe i bardzo w porządku. Problem pojawia się w sytuacji, kiedy ktoś walcząc o równouprawnienie, ma na myśli przywileje dla siebie.

Przykładowo – parytety, czyli fakt, że na stanowiskach ma być tyle samo kobiet co mężczyzn. To już jest uprzywilejowanie pewnej grupy. Powiedzmy, że firma zatrudnia 2 kobiety i mężczyznę. Kobiety są bardzo produktywne, a facet tak średnio, wszyscy zarabiają tyle samo. Niestety źle się dzieje na rynku i firma musi zwalniać pracowników. Na zdrowy rozsądek właściciel będzie zwalniał tych mniej produktywnych. Niestety obowiązek parytetów zmusza właściciela do zwolnienia jednej z kobiet. O stanowisku nie zadecydowały predyspozycje, tylko płeć.

Religijna stagnacja

Świat rozwija się bardzo szybko. Społeczeństwo rozwija się i przyspiesza. Mamy coraz mniej czasu, coraz więcej do zrobienia. Wszystko się zmienia. Z wyjątkiem religii. Nie mówię tutaj, że religia to coś złego. Może dać ukojenie w trudnych chwilach, nadzieje na lepszą przyszłość etc. Problemem religii jest to, że od tysięcy lat się nie zmienia.

Religie mają często ciekawą zasadę. Mianowicie najpierw mówią że bliźniego trzeba miłować, szanować i kochać. Mówią że nie wolno zabijać. Po czym na koniec dodają: „chyba że innowierca”. To było spoko w średniowieczu – było wiadomo których trzeba tłuc. Ale dzisiaj? Gdyby religie ewoluowały, to mogłoby tego nie być. Skrajny wojujący islamista mógłby nie chcieć zabijać innowierców w imię wiary, bo to by było bez sensu, albo sprzeczne z wiarą.

Mówi się, że tylko głupiec robi to samo i oczekuje innych rezultatów. Większość religii stoi w stagnacji od tysięcy lat i jest zaskoczony, że wierni odchodzą.

Braki w podstawowej wiedzy

Ostatnio na Twitterze rozpętało się małe piekiełko z powodu Emmy Watson (tak, Hermiona). Aktorka jest bardzo znana ze swoich poglądów feministycznych – czyli wspomnianej wcześniej walki o równe prawa. Tak, to może być szok dla niektórych, feminizm oznacza walkę o równe prawa dla wszystkich, nie walkę o supremację kobiet nad światem.

Jakiś czas temu Emma pojawiła się na okładce jednego z magazynów, odsłaniając nieco więcej ciała. Twitter zagrzmiał – jak to feministka, a pokazuje ciało męskim świniom? Aktorka była w szoku. Czemu? Bo feminizm, tak jak wspomniałem, to walka o równe prawa, w tym prawo do robienia ze swoim ciałem co się chce. Więc skąd to oburzenie kobiet? Już wyjaśniam: z nieznajomości podstawowych pojęć, w tym pojęć o które niby walczą.

Tak jest nie tylko z pojęciami. Dwa szybkie przykłady. Ludzie bardzo się cieszyli kiedy rząd zaproponował program 500+. Większość ludzi potraktowała to jako super ekstra pieniądze. Tylko, że rząd te pieniądze skądś musi wziąć – najczęściej z podatków. Więc aby wyrównać budżet, dając 500zł na dziecko, muszą podnieść podatki. Dodatkowo to nie jest tylko kwestia tych 500zł, ale też obsługi urzędniczej całego procesu. Dużo taniej i prościej, byłoby obniżyć podatki.

Inny ciekawy przykład to koszt pracodawcy. Większość ludzi nie ma o tym pojęcia. Rozróżniamy dwie kwoty wypłaty pensji. Brutto – czyli przed opodatkowanie, oraz netto, czyli tzw. „na rękę”. Załóżmy, że mamy pracownika, który zarabia 3 000zł netto. Kwota brutto wynosi wtedy 4 210,18zł, ale! Pracodawca też ma obowiązki podatkowe i wypłaca wtedy: 5 077,89zł. Teraz powiedzmy, że taki Kowalski chce 300zł podwyżki. Dla niego będzie to zmiana o 300zł, czyli zarobi 3300zł, ale koszt dla pracodawcy wzrośnie do: 5 597,07zł, czyli o: 519,18zł. Teraz powiedzmy, że w firmie jest 10 osób i każda chce „tylko” 300zł. Pracodawce taka podwyżka kosztowałaby ponad 5000zł, czyli tyle co zatrudnienie kolejnej osoby.

To są bardzo podstawowe informację o których wiele osób nie ma pojęcia, co jest bolesne bo czasami są to podstawy funkcjonowania świata. Czasami pojęcia z którymi ludzie się utożsamiają, o które walczą, a nawet ich nie rozumieją.

  • Jakub Kwiatkowski

    W większości poruszonych tematów masz rację, Marku, ale chciałbym dodać kilka uwag.
    !!! TYRADA NA TEMAT GRAMATYKI (i nie tylko) !!!
    Logika zdań i odmiana części zdania przez przypadki i osoby! – Zlituj się nad gramatycznymi nazistami
    (jak ja) i używaj polskiej klawiatury odmieniając chociażby czasowniki jak np. abstrahuję
    (nie – abstrahuje) czy rzeczowniki jak np. przez ciążę (nie – przez ciąże).
    Pilnuj też sensu w zdaniach, bo np. to:

    „Po mojej tablicy Facebooka latały wiadomości, że nowa ustawa [aborcyjna] przewiduje
    kary dla lekarzy, którzy starają się pomóc kobiecie, której życie (lub
    jej płodu) jest zagrożone przez ciąże.”

    jest oksymoronem – aborcja nie może pomóc dziecku.

    !!! KONIEC TYRADY !!!

    Co do samych poruszonych tematów:

    Pierwszy łączy się całkowicie z ostatnim. Nigdy nie uda się wyeliminować błędnych wiadomości (czy jak kto woli – zweryfikować je wszystkie). Trzeba polegać jedynie na inteligencji i wiedzy własnej. A do tego niezbędne jest posiadanie wiedzy ogólnej. W niektórych kwestiach trzeba wyrobić sobie własne zdanie, ponieważ są to kwestie sporne lub niewyjaśnialne (np. co jest zdrowsze – masło czy margaryna? lub Czy Bóg istnieje?). Choć widzimy niestety zanik umiejętności segregacji informacji, to nie ma innego sposobu na to, jak uczyć i wychowywać nowe pokolenia tak, by tę umiejętność posiadły.

    Co do tolerancji – całkowicie się zgadzam, że powinna być, choć nie może przekraczać granicy akceptacji. Jednakże równouprawnienie jest już kwestią, której nie mogę zaakceptować w pełni w takiej formie jaką przedstawiłeś. Zgadzam się, że powinno być równouprawnienie w kwestii nauki, pracy czy płacy. Jednak nie wszystko można „poddać” równouprawnieniu. Człowiek jest zróżnicowany pod wieloma względami – zarówno biologicznymi jak i społecznymi, i nie można tworzyć np. równouprawnienia rodziny, pt. ojciec, matka i dzieci to to samo co dwóch ojców/dwie matki i dzieci albo mąż, żona i kochanek.

    Takie przypadki może i są marginalne w stosunku do rzeczy możliwych do równouprawnienia, ale trzeba o nich pamiętać i nie próbować „równać” ich na siłę.

    Pozostała jeszcze kwestia stagnacji religijnej i tutaj zupełnie się z tobą nie zgadzam. Faktem jest, że podstawy religii się nie zmieniły od setek lub tysięcy lat, ale jest to rzecz, która nie może ulec zmianie, bo skutki byłyby katastrofalne. Pisząc o tym, że „[…]Religie mają często ciekawą zasadę. Mianowicie najpierw mówią że bliźniego trzeba miłować, szanować i kochać.[…]” niesamowicie wręcz uprościłeś rzeczywistość. Istnieją dwie wielkie religie mówiące o miłości i miłosierdziu dla bliźniego – są to judaizm i chrześcijaństwo. Co prawda w buddyzmie jest mowa o szacunku do każdego stworzenia, ale nie jest to zasada miłosierdzia dla człowieka, więc można odrzucić go jako religię o takim przesłaniu.Hinduizm i konfucjanizm nie mówią o miłosierdziu względem bliźniego. Oddzielnym przypadkiem jest islam, który mówi (w jednym z hadisów), że ludzie powinni być miłosierni dla siebie, lecz ze względu na wielu przywódców religijnych w islamie istnieje wiele interpretacji tej zasady i często jest ona odnoszona jedynie do współwyznawców.
    Jednak odnosząc się do chrześcijaństwa (a konkretnie do katolicyzmu), to popełniłeś wielki błąd w stwierdzeniu, że religia się nie zmienia. Papieże wielokrotnie pisali encykliki odnoszące się do aktualnych sytuacji na świecie. Wielokrotnie były także zwoływane synody, by „zaktualizować” naukę Kościoła do potrzeb nowych czasów. Chrześcijaństwo rozwija się praktycznie od samego początku swojego istnienia. Niezbyt odniesienie ma tutaj także stwierdzenie, że tylko głupiec robi ciągle to samo oczekując innych rezultatów. Gdyby np. chrześcijaństwo zaczęło teraz zmieniać swoją doktrynę skończyłoby się to katastrofą dla niego. Mówiąc obrazowo – żeby załatać dziurkę w ścianie wyjmujesz cegły z fundamentu. Taki trick nie skończyłby się dobrze. A swoją drogą jeżeli się przyjrzymy ilości wiernych w kościołach, to najmniej jest ich tam, gdzie Kościół został „wyzwolony” ze swoich zasad.
    A widoczną oznaką, że judaizm i chrześcijaństwo muszą się trzymać swoich zasad jest długość istnienia tych religii – pierwsza ma ponad 4, a druga ponad 2 tysiące lat i nie upadły one pomimo wielu prób obalenia ich (zwłaszcza po 1789).

    Według mnie prawdziwym problemem współczesności i jej wielką plagą jest głupota, co widać zwłaszcza na wszechobecnych „paradach równości”, „manifach”, „protestach w obronie demokracji”, etc. Dlaczego? Bo ludzie zapomnieli o roztropności. Same hasła w stylu „Aborcja w obronie życia” są wewnętrznie tak głupie i bezsensowne, że nie powinny w ogóle ujrzeć światła, ale wszechobecna głupota nie tylko wynosi je na „sztandary”, ale sprawia, że niektórzy rzeczywiście w nie wierzą.
    Co więcej, przez głupotę zaburzony został cały system społeczno-kulturalny: profesor boi się ucznia/studenta, rodzic boi się dziecka a rządzący boją się rządzić mądrze, bo zostaną odsunięci od władzy. Świat stanął na głowie i jedynym sposobem, by go naprawić, jest „rewolucja konserwatywna” – promująca zarówno innowacje jak i naukę, wiedzę, zasady moralne i kulturę, ponieważ człowiek musi się rozwijać, ale nie może to być rozwój na zasadzie „staliśmy nad przepaścią, a teraz robimy krok w przód”.
    Koniec wynurzeń.

  • Grzegorz Dombrowski

    Ze wszystkim się zgadzam. Tylko definicja słowa feminizm raczej wzięła się od „femme”, czyli „kobiety”, więc feminizm to walka o równouprawnienie na poziomie płci, a nie wszystkiego. No i chrześcijaństwo np. zabrania zabijać, nawet innowierców. A tak to artykuł super, bardzo ważny w dzisiejszych czasach. :)