Parę dni temu, na sieci pojawił się zwiastun gry polskiego studia Destructive Creations. Ich gra wywołała ogromną falę krytyki i masę burzliwych dyskusji. Na temat gry wypowiadał się Adrian Chmielarz czy Rock. Jednak, żeby móc prowadzić dyskusję na równi, zacznijmy od tego, że obejrzysz sobie wspomniany trailer:

Jak widać, główne clue gry, to soczysta, krwawa rozwałka, połączona z brutalnymi morderstwami na niewinnych ludziach. Zastanów się teraz co sam o tym myślisz, a następnie czytaj dalej.

Sam trailer możemy odbierać dwutorowo. Po pierwsze, można uznać, że twórcom coś spadło na łeb i są psychopatami. Sami, na swojej stronie piszą, że nie chcą by gra była dziełem sztuki, a czystą rozrywką. Ogólnie gracz nie ma czerpać wrażeń artystycznych, głębiej zastanawiać się nad tym co robi, a po prostu rozerwać się po stresującym dniu.

Dodatkowa Wiedza
…just don’t try this at home and don’t take it too seriously, it’s just a game. :)

The question you may ask is: why do they do this? These days, when a lot of games are heading to be polite, colorful, politically correct and trying to be some kind of higher art, rather than just an entertainment – we wanted to create something against trends. Something different, something that could give the player a pure, gaming pleasure. Herecomes our game, which takes no prisoners and makes no excuses.


Moim zdaniem, nie sama gra jest problemem, a sposób jej prezentacji. Zastanówmy się nad innymi grami. Mamy GTA. Kto nie poświęcał czasu, żeby „pobawić się z policją”? Właściwie osiągamy ten sam efekt co w grze Gliwiczan. Gdy mordowanie jest opcją, a nie celem, nikomu to nie przeszkadza. Brutalność? Więcej jej w filmach. Występuje w wielu grach. Przecież każda strzelanka, to przebijanie się w krwawy sposób przez kolejne osoby. Nikt nie jest tym oburzony. Czemu? Bo to Nimecy? Bo Arabowie? Bo Terroryści? A może po prostu przywykliśmy do takiego modelu rozgrywki i do mordowania innych w celu osiągnięcia swojego celu.

Tutaj tracimy argument „Bo my dobrzy, a oni źli”. W większości tych prostych gier, wszystko jest zero jedynkowe. My jesteśmy bohaterem i nasza racja jest słuszna. Dlatego ciekawy jest Wiedźmin, gdzie każda postać, ma swoje zdanie, które wg. niej jest tym słusznym. Jest tylko subiektywne dobro. Czyli mordujemy Arabów, którzy w swoim mniemaniu też czynią dobrze. Czyli, kto teraz ma rację?

Brutalna scena z Call Of Duty
Brutalna scena z Call Of Duty

Hatred narusza temat tabu. Wchodzi na nowy styl rozgrywki. Robi coś, czego nikt nie robił. To budzi kontrowersję. I dobrze! Gdyby wszyscy stwierdzili „Mordujemy cywili? Spoko”, byłoby źle. Nie zapominajmy też, że gra dostanie PEGI 18. Jest to produkt dla dorosłych ludzi. Więc, nie można walki z nią argumentować tym, że to źle wpłynie na psychikę dzieci, bo dzieci nie powinny gry mieć w rękach. Jeżeli ktoś jest psychopatą, to taka gra ruszy go tak samo, jak wspomniane GTA. Psychopatą się jest, nie można się nim stać przez grę.

Mówi się, że realizm jest tutaj kluczowy. Ale patrząc na rozgrywkę, nie mamy do czynienia z fotorealizmem. Już Call Of Duty, dysponuje lepszym odwzorowaniem świata. Wybuchy są tak przerysowane, że dla mnie wygląda to jak slide scroll shooter. Tylko zamiast stateczka mamy człowieka.

Przedstawienie

Dlaczego przedstawienie jest złe? Gdyby gra skupiła się na tej radosnej rozwałce, gra była by okazana, jako radosne puszczenie wodzy rozwałce. Taki bardziej realistyczny Serious Sam. Jednak dodanie tekstu początkowego i sceny brutalnych egzekucji są źródłem oburzenia.

Tak naprawdę jedyne co mnie bardzo martwi, to fakt, że gry od lat budowały sobie opinie. Musiały się bronić. Gdy ktoś zamordował, w gazecie czytaliśmy „Zabił troje ludzi, grał  w Call of Duty”. Gdy pojawi się gra, gdzie psychol morduje ludzi, już widzę artykuły w mainstreamowych mediach, które radośnie okrzykną: „Mówiliśmy, gry to zło!”. Ludzie bezrefleksyjnie zawierzą i nie będzie ważne czy to Hatred, czy Call of Duty, czy Simsy. Dla ludzi gry będą tylko złem i fabryką psychopatów.