Czujesz się biedny bo nie stać Cię na nową grę zaraz po premierze? Czy w ogóle wiesz czym jest bieda?

Dzisiaj jak zwykle do śniadania odpaliłem swoją listę „do obejrzenia” na YouTube. Tym razem trafiło na krótki materiał tvgry, poświęcony DRMom. Sam materiał jest całkiem spoko, opowiada o tym jak rozwijały się DRMy przez lata, jak to wygląda teraz etc. Jednak nie o materiale będę tutaj pisał, a o małej dyskusji, która wybuchła pod filmem. Mianowicie część użytkowników starało się usprawiedliwić potrzebę piracenia gier. Głównymi argumentami były te około finansowe. Ale serio… czy naprawdę jesteś biedny?

Żeby sobie odpowiedzieć na to pytanie, zacznijmy od tego czym jest bieda? Za Wikipedią:

Dodatkowa Wiedza
Bieda, ubóstwo – pojęcie ekonomiczne i socjologiczne opisujące stały brak dostatecznych środków materialnych dla zaspokojenia potrzeb jednostki, w szczególności w zakresie jedzenia, schronienia, ubrania, transportu oraz podstawowych potrzeb kulturalnych i społecznych. Ubóstwo stanowi zagrożenie dla realizacji celów lub zadań życiowych.

Więc biedny jesteś wtedy, kiedy nie masz gdzie jeść, gdzie spać lub w co się ubrać. Kurtyna.

Żartowałem, wgryziemy się w to bardziej. Wydzieliłem sobie dwa typy ludzi narzekających na wysoką cenę gier. Pierwszy typ sugeruje, że 130zł za grę to złodziejstwo, bo gra nie jest tyle warta. Drugi typ narzeka na to, że nie każdy ma tyle pieniędzy żeby wydać 130zł na grę.

Na szybko załatwmy pierwszy typ. Nie lubię być brutalny, ale ich możemy zaliczyć do grona ignorantów i może… kretynów? Jeżeli ktoś uważa, że gra nie jest warta tej ceny, to proponuję przysiąść do Unity, albo innego silnika (bo nie wyskoczę z pisaniem silnika od podstaw, jak to robi wiele firm) i napisania jakiejkolwiek gry. Potem taka osoba musi sobie odpowiedzieć na dwa pytania. Na ile wycenia swoją pracę, oraz jak wiele mu brakuje do pierwszego Dooma. No chyba, że ktoś taki chce też ukraść assety do zrobienia gry. Życzę komuś takiemu powodzenia w dalszym życiu, jako pasożyt społeczeństwa. Tutaj trochę bardziej obrazowo… Nie uważam żeby Lamborgini było wartę 500 milionów. Czy to mnie upoważnia do kradzieży aut tej marki? Przecież nawet Multipli nie rozdawali za darmo…

Utrzymankowie

A co z drugim typem? Ten typ to w większości osoby na utrzymaniu kogoś innego. Najczęściej dzieci na utrzymaniu rodziców. Dla spójności, będę trzymał się przykładu rodzice – dzieci, ale sytuacja może dotyczyć np. męża na utrzymaniu żony (lub odwrotnie) i każdej innej kombinacji. Więc czemu rodzice, nie chcą kupić dziecku każdej wymarzonej gry za 130zł? Powodów widzę wiele.

Sami mają inne wydatki – podatki, czynsz, jedzenie, ubrania – i każdy ten wydatek jest też wydatkiem na to dziecko. Rodzice, wbrew pozorom też mają swoje pasję. Kupienie dziecku kolejnej gry może oznaczać, że jego ojciec nie kupi sobie modelu samolotu do swojej kolekcji, na który się zapatrywał od pół roku. Mama zrezygnuje z książki swojej ulubionej autorki etc. Rodzice też mają pasję i też chcą je realizować. Jest też opcja, że niedawno kupili dziecku grę i ta się jemu nie podoba, więc chce nową. Ale to nie wina rodziców, że źle sobie wybrał grę, albo chce cały czas inną? Trzeba się nauczyć cieszyć z tego co się ma i podejmować świadome decyzję.

A co jeśli utrzymanek dostaje kieszonkowe? Premiery gier są zapowiadane miesiące wcześniej, więc może sobie odłożyć kwotę na zakup gry zaraz po premierze. Jeżeli to ciągle za duża kwota, to wystarczy poczekać parę miesięcy i gra trafi do jakiejś platynowej serii czy na Humble Bundle i można będzie ją kupić za 60zł czy za kilka dolarów, wraz z innymi grami.

Ale ten ktoś musi mieć wszystko najnowsze i najlepsze? Wcale nie. Zauważmy, że większość takich ludzi rzuca się o to, że czemu gra kosztuje 130zł. Ta cena, to typowa ceny gry po premierze w edycji zwykłej. Mamy jeszcze edycje kolekcjonerskie po 500zł i więcej. Rekordowa była edycja kolekcjonerska Saints Row IV, za milion (tak, to liczba z 6 zerami) dolarów. Zawierała… lot do Dubaju, Lamborgini, operację plastyczną i masę innych dziwnych rzeczy. Jakoś nikt się nie kłóci że edycje kolekcjonerskie są za drogie, że nie mogą sobie na nie pozwolić.

Edycja kolekcjonerska Saints Row IV za $1 000 000
Edycja kolekcjonerska Saints Row IV za $1 000 000

Ej! Ale co z osobami, w faktycznie trudnej sytuacji finansowej?! No cóż… zakładam dwie rzeczy. Po pierwsze, taka osoba pewnie nie ma komputera, który pociągnie nowe tytuły i zadowoli go Dungen Keeper na GoGu z 20zł. Po drugie, taki ktoś ma raczej większe zmartwienia, niż to że nie może pograć w Wiedźmina 3. Głód? Mróz? Pragnienie? Bezdomność? Trochę gorsze, nie?

Żeby nie było, że tu mędrkuję, a sam kupuję wszystkie nowe tytuły. Sam jestem dość zarobiony i nie mam dużo czasu na granie, przez co moja kupka wstydu jest tak duża, że jak przejdę jakąś grę, to te w które chce zagrać, są już w granicy tych 60zł. Na ceny premierowe szarpię się tylko wtedy jeśli gra należy do mojej ulubionej serii, dlatego w tym roku, mój portfel drży na myśl o premierach The Guild 3, Mount & Blade II i kolejnego dodatku do Wiedźmina.

Podsumowując… apeluję o zdrowy rozsądek. Wyprodukowanie gry kosztuje. Docencie wysiłek producentów w dostarczenie fajnej gry i kupcie ją legalnie. Jak nie możecie, poczekajcie i kupcie ją na promocji. Nic tutaj nie usprawiedliwia najzwyklejszej kradzieży, a narzekanie na wysokie ceny niczego nie zmieni. Tak zbudowany jest świat, że nie wszystkich na wszystko stać, część woli wydać pieniądze na co innego. Jedyne co zostaje zrobić, to zadbać o siebie i wziąć się do roboty, żebyśmy mogli sobie kiedyś pozwolić na edycję kolekcjonerską za milion dolarów, czego wam wszystkim życzę.

  • radkowski

    niezły artykuł, nie wziąłeś jeszcze pod uwagę 2 kwestii: pierwszej takiej że polaki cebulaki zamiast kupować gry wolą dołożyć do mocniejszego sprzętu bo karty graficznej czy procesora z torrentów nie ściągną, a grę już owszem, coś w stylu priorytetu, mocny komputer wystarczy na dłużej, a mimo że cała kasa poszła na sprzęt to pograć można. druga opcja jest taka że nie każdy chce wydawać 130 zł na grę w którą nie wie czy będzie grał. I tu pojawia się problem bo kiedyś istniały dema, tak teraz też są ale jest ich o wiele mniej, kiedyś można było zagrać i mniej więcej wiedziało się czy się podoba, czy nie. teraz natomiast deweloperzy wyrzucają na świat wersje beta lub czasami alfa, a biedni ludzie za darmo im to testują. podobne do motywu „nie kupie bo nie wiem czy będę grał” jest motyw: ” nie kupie bo nie wiem czy nie spartolą optymalizacji” czytaj np nowy Batman. Dlatego znam ludzi którzy ściągają gry, a potem kupują, jeśli te spełnią ich oczekiwania.

    • Jeśli chodzi o pierwszy przypadek, to jednak sprzętu nie aktualizuje się co miesiąc, tylko co 2-3 lata, skrajnie co rok. Ale jeśli kogoś stać na aktualizację sprzętu co rok, to chyba nie ma problemu z zakupem gry.

      Drugiego przypadku się nie czepiam, bo jeśli ktoś pobierze grę, zagra chwile i kupi oryginał, albo nawet przejdzie całą na piracie, a potem kupi grę, to jednak pieniądze do twórców dotarły, więc nie traktuję tego jako kradzieży. Mi się np. zdarza kupować gry na GoGu sprzed 15 lat, tylko dlatego, że za młodu w nie grałem, a były piratami.

  • „Jedyne co zostaje zrobić, to zadbać o siebie i wziąć się do roboty…” w sedno!

  • Kiedyś gry kosztowały po 2 stówki i też narzekano, że za drogie. Teraz są często i gęsto tańsze. Znów się narzeka. Gry na steamie można wychaczyć za 50 złotych – dobre gry, należy dodać.

    I co się dzieje, znów narzekanie.

    Jak by gry były za darmo, też by narzekano, że za drogo, bo trzeba zapłacić za download gry z sieci.

    Polacy lubią narzekać i co zrobisz? :)