Po niedawnym wypadku, gdzie zginęło kilka osób z powodu pijanego kierowcy, politycy wpadli na pomysł obowiązkowych alkomatów w samochodzie. Niezła bzdura!

Czemu bzdura zapytacie? Co nam daje obowiązkowe posiadanie alkomatu w samochodzie? Dalej nie ma obowiązku się nim testować przed jazdą. A nawet jeśliby był, to nie ma jak tego prawa egzekwować. Jedyny alkomat jaki by coś zdziałał, to taki połączony ze stacyjką. Auto nie odpali do póki nie dmuchniesz. Ale to niemożliwe do wprowadzenia.

Ten pomysł jest też durny z innego powodu. Jeżeli ktoś jest w miarę rozsądnym kierowcą, to po wypiciu czegokolwiek, do auta nawet się nie zbliża. A jeżeli musi to się przebada alkomatem, albo odczeka odpowiedni czas. Jednak śmiem twierdzić że to nie tacy kierowcy powodują wypadki po pijaku. A bardziej Ci, którzy mają coś tak dziwnie poprzestawiane w resztkach zwojów mózgowych, że będąc naprutymi jak świnie, decydują się przemieszczać czterema kółkami. Tutaj też zastanawia mnie jedna kwestia tego wypadku. Czemu z tym pijanym gościem jechała kobieta?! Równie głupia czy pijana co on?

To teraz moja propozycja na poprawę przepisów drogowych. Które w moim odczuciu są dość… kiepskie. Po pierwsze w moim odczuciu da się z kategoryzować dwa typy łamania przepisów. Dające się usprawiedliwić oraz nie. Do pierwszej grupy np. zaliczyłbym przekraczanie prędkości. Jeżeli mamy ograniczenie do np. 70km/h na puściutkiej, długiej, równej, prostej drodze. Nie uważam żeby jechanie wtedy 80 czy 90km/h stwarzało jakieś zagrożenie. Tak że przepis taki jak ten, mógłby podlegać kontekstowi. I jeśli np. zostaniemy zatrzymani za łamanie tego przepisu w warunkach jakie opisałem, mandat mógłby być mniejszy, niż jak robimy to na krętej wąskiej drodze.

Problemem kontekstu byłoby jednak to że można by się o niego kłócić w nieskończoność. Albo mogła by powstać sytuacja typu „Mandat 500zł, no chyba że przedstawi mi pan, pana Jagiełłę to może być 200zł.” Myślę że bardzo wzrósłby poziom łapówkarstwa. Dlatego ten pomysł porzućmy.

Ale przejdźmy teraz do przepisów nie poddających się usprawiedliwieniu. Tutaj np. mamy powodowanie wypadków, jazda po pijaku itp. Tutaj zdecydowałbym się na radykalne podwyższenie kar. I jednoczesne dostosowywanie ich pod indywidualne „potrzeby” osoby. Typy mam dwa. Mandat jest zależny od wysokości zarobków. Wtedy np. bogatsi nie będą olewać przepisów, bo co to dla niech od czasu do czasu zapłacić 500zł? Albo mandat zależności od ceny samochodu. Jak jeździsz czymś szybkim i drogim, to zapłacisz więcej. I nie ważne czy to służbowe czy prywatne.

Ale co do samych pijanych? Od ręki odebranie prawka. A jeśli jadą swoim samochodem to konfiskata auta. Jak nie umiesz się posługiwać samochodem to jeździj autobusami. Proste!

A co do samej akcji polityków? Jasno i wyraźnie widać, że nie mają pomysłu co zrobić, więc zrobili cokolwiek. Mimo że to skrajnie głupie. Ale potem będą się chełpić że oni zareagowali. Że oni coś zrobili. Szkoda że ich super pomysł dokłada tylko wydatków kierowcom (dobry alkomat to wydatek kilku stówek), a samego problemu nie rozwiązuje wcale.