Czy film z uniwersum Warcrafta to dobry film dla kogoś kto nie jest zakochany w tym świecie?

Po dość długim czasie od premiery, udało mi się nadrobić film z uniwersum Warcrafta. Jeszcze przy okazji premiery, znajomi namawiali na wyjście do kina. Ostatecznie się nie zdecydowałem. Po obejrzeniu filmu… nie żałuję.

Moja przygoda z uniwersum Warcrafta zaczęło się dość dawno, bo jeszcze przy okazji drugiej części gry, czyli w okolicy roku 1996. Wtedy w grę grałem dość sporo, ale raczej bawiąc się w pojedynczych scenariuszach. Kampanii nie ruszyłem. Później dobrałem się do części trzeciej. Przygodę fabularną skończyłem tylko ludźmi i nieumarłymi. W „zamarzniętym tronie” zmierzyłem się z przygodami elfów oraz kawałkiem ludzi. Również więcej bawiłem się w pojedynczych scenariuszach.

Warcraft 2 Źródło: games.tiscali.cz
Warcraft 2
Źródło: games.tiscali.cz

Później miałem krótki epizod z World Of Warcraft, ale nie wyszedłem po za pirackie serwery.

Z tych względów, moja znajomość świata Warcrafta jest całkiem niezła, ale osi fabularnej bardzo znikoma. Dlatego film oceniam bardziej jako fan gier i światów fantasy, niż znawca tego uniwersum.

Czy Warcraft to dobry film?

Streszczając bardzo pobieżnie fabułę. Zaczynamy od poznania rodziny orków jednego z klanów, kiedy to Horda pod przywództwem Gul’dana chce przejść do innego świata, gdyż swój wyniszczyli i nie są w stanie tam dłużej egzystować. Teleportują swoich najlepszych „ludzi”, aby przygotowali nowy świat pod przybycie hordy. Oczywiście nowy świat, to świat ludzi, krasnoludów, elfów i innych „dobrych” ras, żyjących od lat w pokoju. Teraz znów muszą stanąć do walki.

Fabularnie nie mamy tutaj cudów. Powiedziałbym, że to coś w rodzaju klisz z różnych popularnych motywów. Nasz świat się rozpada, więc uciekamy do innego. Walka obronna z nieznanym najeźdźcą. Historia o jednym zacnym wodzu, który jako jedyny widzi, że czynią źle i się postawił. Do tego opowieść o młodym chłopaku – adepcie – który ma odmienić świat. Nic wyjątkowego. Jednak jeśli chodzi o inne aspekty, gdzie do popisu było znacznie większe pole, twórcy poradzili sobie jeszcze gorzej.

Zacznijmy od samego prowadzenia akcji. Film trwa dwie godziny, a akcja i wydarzenia rozgrywają się w sekundach. Niektóre sceny przechodzą w inne, tak jak by na pewnym etapie montażu ktoś stwierdził: „Dobra, za dużo tego wyszło, weź coś wywal”. Gdyby to wszystko bardziej dopieścić, więcej dopowiedzieć, mogłaby z tego samego filmu powstać niezła trylogia. Zamiast tego dostajemy pędzący rollercoster, gdzie osoba kompletnie niezaznajomiona ze światem gry, może się zwyczajnie zgubić.

"Praca, praca"
„Praca, praca” Źródło: Multikino

Kolejne moje zastrzeżenie to dziwne wykorzystanie efektów komputerowych. Mamy dwie szkoły wprowadzania efektów. Jeden, gdzie robimy je najbliższe realizmowi, żeby ciężko było odróżnić co jest dziełem grafików, a co ekipy na planie – takie coś mamy w większości filmów akcji. Drugi, gdzie robimy wszystko wyraźnie komputerowe i trzymamy ten klimat, tak jak to miało miejsce w Avatarze. Tym czasem producenci Warcrafta nie mogli dojść do porozumienia i zrobili coś co momentami wygląda komicznie. Postaci orków są renderowane. Tyle, że jedynie postaci męskie są wyraźnie komputerowe, kiedy kobiety wyglądają bardziej jak ucharakteryzowane. Taka postawa powoduje bardzo duży dysonans, przez co film wygląda bardzo tandetnie. Scenografia objęta jest podobnymi problemami. Mamy malowniczy las ujęty pięknym kadrem, a w niego wplecione są budynki prosto z gry.

W kwestii efektów na plus zasługują efekty magiczne, które w porównaniu do postaci orków wyglądają bardziej realistycznie.

W sytuacji kiedy fabuła nie zachwyca, to zawsze można liczyć na sceny akcji i zażartych potyczek. Nie tutaj. Większość walk wygląda jak by specjalnie sprowadzono do komicznej postaci, aby tylko zatuszować ich faktyczną długość, w myśl i tak już mamy za dużo nagrane. Chyba tylko jedna potyczka jest budzącym emocje starciem.

Efekty magiczne wyglądają przecudnie.
Efekty magiczne wyglądają przecudnie. Źródło: Battle.net

Jeśli chodzi o grę aktorską, bardzo fajnie wypada Ragnar… to znaczy Travis Fimmel, którego część może kojarzyć z serialu Wikingowie. Może też się podobać postać  Khadgara i Medivha. Reszta aktorów moim zdaniem wygląda bardzo sztucznie.

Również z tego co się orientuję fani Warcrafta mogą polować na wiele smaczków znanych z uniwersum. Jednak takie easter eggi, raczej nie podniosą ogólnej jakości filmu.

Komu mogę polecić ten film? Nie wypowiem się na temat fanów uniwersum, bo średnio mam punkt odniesienia. Jeśli chodzi o fanów gier, to jest to produkcja zdecydowanie lepsza niż większość filmów Uwe Bolla, jednak i tak pozostawia pewien niedosyt. Mamy wrażenie, że pewne wydarzenia nas ominęły, że część rzeczy spłycono, a dodatkowo ekipa nie mogła zdecydować się na styl graficzny.