Za nami trzecia już edycja Cracow Game Days, a druga na której miałem okazję być. Przez ten fakt, może być mi trudno uniknąć porównań do poprzedniej edycji, ale to chyba dobrze.

Zacznijmy od tego, że w moim odczuciu organizatorzy przenieśli nieco środek ciężkości imprezy. Kiedy odwiedzałem targi rok temu, czułem się jak na nieco mniejszym PGA. Były stoiska z grami, pokazy przed premierowe etc. Wydaje mi się, że organizatorzy pomyśleli, że nie chcą być drugim PGA i zmienili trochę kierunek rozwoju. Rok temu scena główna była niedużym podestem na środku hali, w tym roku dostaliśmy dużą scenę, z wielkim podestem, ogromnym ekranem w tyle i świetnym nagłośnieniem. Drugą specjalizacją został esport, bo dedykowano mu drugą dużą scenę, ale po kolei…

Wielka scena

W zeszłym roku na głównej scenie brylowała ekipa z TVGry, która prowadziła rozmowy czy to z twórcami gier, czy z zaproszonymi gośćmi (np. był panel ze szkołą walki mieczem, na temat broni białej w grach). Tym razem scenę wykorzystano na 3 sposoby. Pierwszy dzień (VIP day) zaoferował nam Cracow Game Days Show. Była to kompletna nowość i przyznam, że udała się bardzo. W stylu E3 prezentowano trailer gry, a następnie host imprezy zapowiadał twórców, którzy razem z nim, lub w pojedynkę opowiadali trochę o grze. Dodam, że mieliśmy do czynienia z produkcjami, które mają dopiero nadejść. Na koniec rozdano 3 nagrody, dla najbardziej obiecującej, ambitnej i oryginalnej gry.

Niczym na E3 dowiedzieliśmy się trochę o Blair Witch project.

Czy coś tu można było zrobić lepiej? Nieco więcej oczekiwałbym od hosta, który poza zapowiadaniem kolejnych osób, nie miał za wiele pracy, a bardzo dobrze by w tej roli sprawdził się jakiś stand-uper, który przerwy między uczestnikami urozmaiciłby jakimiś żartami (pomiędzy prezentacjami była potrzebna chwila techniczna, na przygotowanie kolejnej prezentacji). Nie zapowiedziano też wcześniej nagród i rozdane w sumie zostały tak, jakby ktoś sobie o nich przypomniał w ostatniej chwili.

Nagroda za najbardziej ambitną grę trafiła do Layopi Games za ich Devils Hunt.

To, co mnie zabolało względem zeszłego roku, to fakt, że w zaproponowane produkcję nie można było zagrać. Jedną z prezentowanych gier był Rat Project, który również pojawił się rok temu. Jednak rok temu można było w grę zagrać. W tym roku już nie. Bardzo fajnym dodatkiem byłaby możliwość sprawdzenia gier i np. przyznania nagrody publiczności.

Wielkiej sceny zastosowania

Poza Game Days Show, scenę wykorzystano w kolejnych dniach. W sobotę mieliśmy przyjemność oglądać pokaz Cosplay, który znana Shappi poprowadziła w bardzo fajny sposób. Poza krótką prezentacją stroju prowadziła mini wywiady z cosplayerami na temat sztuki tworzenia strojów. Dowiedzieliśmy się, że można sobie wykuć 20kg pancerz, wydrukować miecz na drukarce 3D, spawać w 3D, oraz o 101 zastosowaniach pianki EVA. Świetna sprawa, dla ludzi nieznających normalnie tematu, bo dało im to szansę docenić pracę artystów.

Pokaz Cosplay

Później scenę ponownie przejęli chłopaki z tvgry. Ponownie w swoim stylu pomęczyli twórców niektórych gier apropos ich dzieł. Padały trudne pytania, cięte riposty i…

“Interesuje mnie mechanika wychodka” – Arasz, 2019

To akurat apropos Crossroads Inn. Kilka godzin dobrej zabawy szczególnie dla osób, które lubią ekipę. Miejscami przypominało to trochę Game Days Show.

Arasz poznaje mechanikę wychodka w Crossroads Inn

Ostatni dzień, przeznaczono na prelekcję. Opowiadano o akcjach na Kickstarterze, o designie, ale moją uwagę przykuła ostatnia prezentacja na temat budowania światów w grach fabularnych. Przez około godzinę dyskutowaliśmy z prelegentem, wymyślając od zera świat gry (fabularnej). Otrzymaliśmy przeciętą w pół ziemię, pokrytą z jednej strony wodą, gdzie gracz wciela się w kopiący kryształ plankton, który musi dostarczać światło w krysztale, do królowej, która rodzi nowy plankton, który możesz zjeść, jak nie pójdzie do pracy, bo w tym świecie głodni zjadali bezrobotnych. Ogólnie, kiedy to piszę, brzmi bez sensu, ale naprawdę całość trzymała się kupy i w godzinę udało się stworzyć nowy, dość spójny świat mający sens i zarys mechaniki, oraz fabułę dla graczy!

Piotr Soska prowadzi prelekcję na temat spójności w grach.

Była to mała namiastka eventu GameDevowego, całkiem przyjemna, aczkolwiek widać było, że goście targów to jednak nie publika na tego typu tematy, bo widownia w obu przypadkach kręciła się w okolicy 10 osób.

Scena esportowa

Rynek esportowy mocno się nakręca. Widzimy to po coraz większej liczbie drużyn, turniejów etc. Twórcy wyraźnie chcieli podążyć z nurtem. Rok temu sala turniejowa była w oddzielnym pomieszczeniu, nieco schowana (ja ją zauważyłem dopiero drugiego dnia targów). Tym razem stała dumnie niedaleko sceny głównej. Turnieje LoLa, CSa i Mount & Blade można było podziwiać przebywając na targach.

Scena esportowa, akurat po meczu

Szczególne gratulacje dla organizatorów, że sceny mimo że były zlokalizowane obok siebie, w ogóle się nie zagłuszały. Kiedy siedziało się przy głównej scenie, odgłosy ze sceny esportowej nie były słyszalne i odwrotnie.

Gry planszowe i inne atrakcje

Podobnie jak w zeszłym roku, organizatorzy postawili nie tylko na gry komputerowe, ale również atrakcje innego typu i gry planszowe. Stoisko gier planszowych było nieco bardziej puste. Brakło mi autorów nowych planszówek. W zeszłym roku zaproszono mnie do partii gry piłkarskiej, która mi się spodobała niesamowicie. W tym roku gry stały rozłożone i w zasadzie tyle.

Na dziale planszówek, można było znaleźć takie cuda.

Stoisko gier retro broni się samo. Masa fajnych gier, a tym razem mam wrażenie że było ich więcej, w tym kilka stanowisk do gry w Quake 3 Arena i nowa miłość mojego życia, czyli Donkey Kong z bongosami.

Bongosy!

Z innych atrakcji zniknęło stanowisko do walki bronią białą (co jest naturalne, bez sensu co roku dawać to samo), ale pojawiła się strzelnica ASG, gdzie za 5zł można było postrzelać z M4, albo AK47.

Grom muzycznym dedykowano oddzielny obszar, gdzie były zabawy zarówno w stylu Rock Band, czy DJ, ale również gry rytmiczne na PC.

Strefa Gier muzycznych

Oczywiście nie zabrakło sklepów z gadżetami dla geeków, oraz foodtrucków ze smacznym jedzeniem i lodami.

Foodtrucki, burgera nie jadłem, ale kolega mówi, że dobry.

Mnie najbardziej kupił jednak schowany nieco z boku RoboSoccer, czyli nowe wydanie piłkarzyków, gdzie gramy sobie w piłkę nożną, za pomocą sterowanych telefonem lub padem robotów. Gra niedługo ma się pojawić na Kickstarterze i mocno jej kibicuję, bo projekt mi się niesamowicie spodobał.

Odkrycie targów: RoboSoccer

Czy coś zawiodło?

Jedna bardzo zauważalna rzecz, to fakt, że na targach było znacznie mniej ludzi niż, rok temu. Kiedy byłem na VIP day, ludzi była wręcz garstka, ale to jest OK. Na PGA na VIP day, też jest pięć osób na krzyż, bo głównie media i kilku zapaleńców. Jednak w późniejszych dniach, nie było taki tłumów jak rok wcześniej. Z czego to wynika? Nie wiem.

Strefa Nintendo

Jednak to, co mnie osobiście zawiodło, to braki w grach. W zeszłym roku część stanowisk zajęli producenci. Można było zagrać w kilka gier przed premierą albo w kompletne świeżynki takie, jakimi wtedy było Ancestors Legacy, czy Frostpunk. W tym roku, były cztery stoiska z grami. Dedykowane Hearthstone, “Strefa Wolnego Grania” gdzie na kompach były głównie gry esportowe takie jak Apex, LoL, PUBG (Fortnite miał swoje stanowisko), omawiany wcześniej kącik gier muzycznych, oraz strefa Nintendo Switch, gdzie było kilka świeżych tytułów, ale też sporo gier już dobrze znanych.

Chyba najładniejsze stanowisko – Quest Cafe z Hearthstone

Czy było warto?

To zależy, czego kto oczekiwał. Jeśli chcielibyście pograć w nowe gry, zobaczyć co szykują twórcy, to w sumie stream z Game Days Show, byłby zadowalający. Jednak jeśli interesuje was esport albo po prostu się dobrze bawić, korzystając z innych rozrywek, to było warto.

Na koniec Pan od planktonu, który nawet się nie przedstawił, a odwalił kawał dobrego show!
Podoba Ci się? Udostępnij!