Domyślam się, że część z was sportem się nie interesuje, więc mogła wam uciec pewna informacja. Mianowicie niedawno Szwajcarscy kibice protestowali przeciwko… e-sportowi.

Zacznijmy od początku. Istnieje sobie taki klub piłkarski z pierwszej ligii w Szwajcarii. Nazywa się Young Boys i pochodzi z Bern. Jak donosi EWeszło, w trakcie spotkania z FC Basel, kibice obu ekip zasypali murawę piłeczkami do tenisa i kontrolerami z tekstami typu “Jebać Esport”.

Grupa Ostkurve Bern umieściła na swoim profilu Facebookowym kilka słów wyjaśnienia przyczyn protestu i teraz sobie je przeanalizujemy.

Od kilku miesięcy temat esportu wielokrotnie był dyskutowany w mediach i na stadionach. Teraz, w marcu 2019 r., Szwajcarska Liga Piłkarska otworzy własne rozgrywki. 

Póki co wprowadzenie do tematu, nie ma czego komentować.

Nie ma to absolutnie nic wspólnego z naszym sportem i wartościami naszego klubu! Tu chodzi o zysk!

Faktycznie, po za FIFA, której całe założenia są oparte na zasadach piłki nożnej, e-sport nie ma za wiele wspólnego z piłką nożną. Czy chodzi o zysk? Prawdopodobnie tak. Klub piłkarski to biznes jak każdy inny. Czy to się komuś podoba czy nie, e-sport robi się coraz bardziej popularny. Na turniejach jest coraz więcej pieniędzy, coraz lepsi gracze, drużyny się specjalizują. Dla klubu piłkarskiego założenie drużyny e-sportowej to marne grosze, a potencjalne zyski z tego tytułu w przyszłości, mogą być ogromne.

Jako goście stadionu musimy walczyć, aby utrzymać nasz sport takim, jaki jest!

Może i prawda. Natomiast, nie wiem jak drużyna e-sportowa ma wpłynąć na piłkę nożną?

W dzisiejszym społeczeństwie dzieci często siedzą w domu przed konsolami, zamiast uprawiać sport z przyjaciółmi.

Jasne, część na pewno tak. Z drugiej strony inna część siedzi przed telewizorami, albo książkami. Przebrnąłem przez technikum informatyczne i inżynieryjne studia. Znałem wielu “anty-sportów”, przy czym nie było tak, że nie lubili grać w piłkę bo grali w gry. Po prostu ich to nie bawiło. Tak jak niektórych nie bawi strzelanie z łuku, jazda na rowerze, gra w karty czy żeglowanie. Nie musimy lubić wszystkiego. WF w szkole jest tendencyjny. Głównie jest piłka nożna, siatka albo koszykówka. Moi znajomi nie lubili tych sportów i się strasznie przy nich męczyli. Natomiast gdy pojawiła się opcja tenisa, basenu czy sztuk walki to uprawiali te sporty z ogromną radością. Społeczeństwo musi to zrozumieć. Sport i gry komputerowe się nie wykluczają. To że ktoś gra w gry, nie znaczy że nie uprawia w ogóle sportu. Ja bardzo lubię gry komputerowe, ale nie przeszkadza mi to 2 razy w tygodniu biegać za piłką ze znajomymi.

Powinniśmy uczyć dzieci i młodzieży niezawodności, punktualności, a przede wszystkim przyjaźni! Są to wartości całkowicie pomijane w esporcie

Szczerze powiem, że dziwne zestawienie cech do nauki dziecka – to tak abstrahując, bo ja jako priorytety wymieniłbym uczciwości, szacunku do innych, odpowiedzialności – aczkolwiek OK. powinniśmy uczyć dzieci punktualności. Niezawodności też, cokolwiek by to miało znaczyć, bo niezawodna to może być pralka. Przyjaźni jakoś też nie widzę żeby dało się uczyć kogoś, ale załóżmy że chodzi o cechy które są potrzebne, żeby przyjaźnie nawiązywać.

Natomiast bzdurą jest fakt, że pomijane są te cechy w e-sporcie. Część gier e-sportowych to gry drużynowe. Co uczy bardziej przyjaźni, niż współpraca z 4 znajomych w celu zwycięstwa? Punktualności profesjonalne granie może uczyć tak samo jak piłka nożna. Bo w piłce punktualności może uczyć trener, który daje Ci 10 okrążeń za spóźnienie na trening, albo wywala Cię ze składu na mecz, bo się na niego spóźniłeś. W e-sporcie może być tak samo.

Niezawodność trochę pominę, bo tak jak mówiłem ani piłka nożna, ani e-sport nie mają za dużo wspólnego ze sprzętami AGD.

Twitterowa burza

Jednak to była tylko część tego wszystkiego bo pod zamieszczonym na początku wpisem Twitter-owym pojawiło się sporo typowych zarzutów, na które sobie przy okazji odpowiemy.

Na pierwszy ogień dość mocny wpis. Zacznijmy od tego, że część ludzi nie próbuje nazywać grania w gry komputerowe e-sportem, tylko to robią, “próbuje” jest tutaj zbędnym słowem. Natomiast będąc bardziej precyzyjnym nie każde granie w gry komputerowe to e-sport. Chodzi o “wyczynowe” granie w gry komputerowe. Czyli takie, gdzie ludzie poświęcają godziny na treningach, analizowaniu taktyki itp. itd. Przeciętna grająca osoba, to “gracz”.

Kompletnie nie rozumiem tutaj wtrącenia o związkach partnerskich, bo ma się to do dyskusji jak filet z dorsza do wzoru na pole koła.

No i brawo! Bo to jest e-sport, nie sport. Nie musi Pan tego nazywać sportem, nikt tego nie robi i nikt Panu nie karze. Po to wymyślono termin e-sport.

Ponownie, po to mamy termin e-sport. Nosi znamiona sportu… Słownik PWN mówi:

sport «ćwiczenia i gry mające na celu rozwijanie sprawności fizycznej i dążenie we współzawodnictwie do uzyskania jak najlepszych wyników»

Grając w CSa gramy w grę, co rozwija sprawność fizyczną – koordynacja, zręczność, refleks to też aspekty fizyczne. Jeżeli ktoś powie, że celem graczy CSa nie jest rozwijanie sprawności, tylko wygranie lub pieniądze, to w sumie w piłce nożnej tez o paru piłkarzach można powiedzieć że grają dla pieniędzy albo pucharów. Dążenie we współzawodnictwie do uzyskania jak najlepszych wyników jest tutaj oczywiste.

Czyli znamiona sportu są, ale nie jest to to samo, dlatego e-sport, bo robimy to elektronicznie. Tak jak E-mail i Mail. Mail to list, e-mail to e-list czyli elektroniczny list. Tutaj sport, a tam elektroniczny sport. Tyle.

Owszem. Wynika to po części z tego że dostęp do elektroniki jest coraz większy. Kiedyś komputer miało 3 dzieciaków na osiedle, to ciężko się było uzależnić, teraz każdy w domu ma komputer albo kilka. Jak nie komputer to tablet, albo telefon.

Przy czym, czy na pewno winne są gry? Uzależnionych od telewizji też jest masa, bo jest to uzależniające medium. Jednak winnych szukałbym gdzie indziej. W rodzicach, którzy wolą dać dziecku tablet z grą do zabawy, żeby mieć trochę spokoju, niż poświęcić mu czas.

Przestańmy winić gry, za braki w wiedzy rodziców i błędy wychowawcze. Alkoholizm wynika z błędów człowieka, który każdy problem zapija. To nie jest wina piwa, albo producentów piwa. To wina człowieka, który sam nie powiedział sobie stop, ani nie udał się po specjalistyczną pomoc, ani nikt mu tej pomocy nie udzielił. To nie tak, że gość idzie po sklepie nagle zgraja butelek piwa go napada i wlewa mu się do gardła. Tak samo, to nie gry zmuszają dzieci do grania w nie. To rodzice wykorzystują gry jako łatwy sposób zbycia dziecka. Robią to za często, na za długo, a żeby było lepiej często dają dzieciom gry nieodpowiednie do ich wieku, a potem płączą że brutalne. No brawo dla rodzica, który daje 8-latkowi Dooma czy innego Wolfenstaina.

Dla jasności, jeszcze raz: Nie medium jest złe, to ludzie go nie znają i obsługują poomacku wyrządzając często więcej szkody dziecku i samemu medium niż jest z tego pożytku.

Chłodna analiza

Wróćmy na koniec do kibiców, którzy protestują powstanie sekcji e-sportowej w ich ukochanym klubie. Czy to ma sens? Dla mnie nie i zaraz wam powiem czemu.

Obecnie e-sport jest na fali wznoszącej. Póki co nie jest to wielo-milionowy biznes jak sporty typu piłka nożna, baseball czy nawet siatkówka. Tyle, że e-sport jest na fali i pewnie długo będzie się wznosił bo przybywa fanów, nowych gier e-sportowych etc. Co może sugerować, że za lat 3, 5 może 10 będzie to ogromny biznes z grubymi milionami w kasie.

Tym samym, dla klubu sportowego wejście w ten biznes teraz jest bardzo kuszące. Ile kosztuje założenie klubu e-sportowego. Załóżmy, że chcemy mieć team CS’a. Na start potrzebujemy 5 graczy, trenera i analityka. Powiedzmy że idziemy ambitnie, bierzemy jeszcze trenera przygotowania fizycznego, fizjoterapeutę, psychologa sportu i dietetyka. Jesteśmy ambitni i bierzemy dwóch rezerwowych. Mamy ekipę 7 graczy i 6 osób w sztabie trenerskim.

Nie mam jakiś szczegółowych danych, ale wg tego co znalazłem przeciętnie gracz zarabia między $4 000 a $20 000 za miesiąc. Dajmy na to, że jesteśmy szaleni i dajemy $20 000 graczom i połowę z tego sztabowi. Daje to $200 000 miesięcznie. Do tego trzeba im kupić sprzęt do treningu, stroje, zaprojektować logo. Myślę, że $10 000 na łebka załatwi sprawę. Dodatkowe koszty miesięczne to opłaty za przeloty na turnieje i hotele, oraz jakieś żarcie i woda po treningu, co pewnie klub większego kalibru ma. Tak samo jak siłownie, bieżnie i inne sprzęty, oraz biuro na urządzenie sali trenignowej.

Czyli tak z grubsza, żeby wejść w biznes klub musi zainwestować z $200 000 i potem mieć $250 000 miesięcznie na utrzymanie tego. Pensja przeciętnego gracza Young Boys to około $6 000, a przedział jest od kilu stówek do $25 000, przy czym mówimy o tygodniówkach. Więc miesięczne utrzymanie jednego zawodnika to koszt od $2800 do $100 000, a średnio $24 000. Jeden zawodnik może kosztować tyle co pół sekcji, więc w porównaniu do klubu piłkarskiego koszt utrzymania drużyny e-sportowej to grosze.

Nasz koszt roczny to około $3 000 000. Turnieje CS’a to nagrody rzędu $500 000 do $1 500 000. Wystarczą 2-3 wygrane w najbardziej prestiżowych turniejach i sekcja e-sportu sama się utrzyma, a może coś zarobi. Patrząc na tendencję wzrostową i to że kasy w e-sporcie będzie więcej to nagrody mogą być wyższe, oczywiście pewnie wtedy i płace skoczą do góry. Pamiętajmy o tym, że w 1973 roku rekord transferowy w piłce nożnej to było 920 000 funtów, w 1992 roku było już 13 000 000 funtów, a 2 lata temu już 200 000 000 funtów. Pieniędzy będzie przybywać.

Dla klubów piłkarskich jest to tania inwestycja, która może się zwrócić z nawiązką. Do tego jeśli drużyna e-sportowa będzie popularna, spopularyzuje też drużynę piłkarską jako taką. Tak jak w Krakowie na rzecz Wisły dobrze wpływa sekcja kobiecej siatkówki, a na Cracovie sekcja męskiego hokeja.

Przy czym trzeba pamiętać że sekcje często są niezależne, czyli jak e-sportowa sekcja będzie przynosić straty to nikt nie sprzeda gwiazdy zespołu piłkarskiego żeby ratować e-sport.

Wnioski? Mająca sukcesy sekcja e-sportowa może dla klubu piłkarskiego przynieść parę plusów – jak większa rozpoznawalność, a dla właścicieli więcej pieniędzy. Natomiast straty i wady są żadne. Chyba, że wydadzą pieniądze na sekcję, którą zamkną po miesiącu, ale to strata dla właścicieli. Kibiece nie tracą nic.

Ogólnie, nie histeryzujmy, bo nie ma o co.

Podoba Ci się? Udostępnij!