Valve zapowiedziało zmiany w systemie Greenlight, a właściwie usunięcie platformy i zastąpienie jej Steam Direct. Co to wszystko oznacza dla twórców i graczy?

Steam to chyba najpopularniejsza platforma dystrybucji gier komputerowych na świecie. Istnieje Origin, mamy uPlay czy GoGa. Jednak to Steam korzystając z prawa pierwszego, oraz oferując najwyższą jakość usług, stał się tym najpopularniejszym. Tym samym, dla twórców gier dostanie się na platformę Valve, było punktem obowiązkowym w planach dystrybucji.

Do tej pory było to teoretycznie proste za pomocą Steam Greenlight. System był prosty. Każdy mógł wrzucić swoją produkcję (wystarczyło wnieść jednorazową opłatę i można było publikować dowolną liczbę tytułów), społeczność głosowała i jeśli gra zebrała dostateczną liczbę głosów, dostawała się do platformy dystrybucyjnej. Czas przeszły, bo Steam Greenlight zostanie wycofany, a zastąpi go Steam Direct.

Łatwy dostęp do dystrybucji cyfrowej owocował napływem masy gier. Problem był taki, że bardzo duża liczba gier, które się pojawiały, okazywała się po prostu szrotem. Ludzie liczący na zysk z niczego, osoby posiadające ogromne marzenia, które nie potrafiły realnie ocenić szans swojego produktu. Steam był zasypany masą gier. Wystarczy popatrzeć na statystyki publikacji gier. Tylko w zeszłym roku na Steamie pojawiło się ponad 9000 gier, w roku 2015 było ich 4800. Zaliczamy niemal dwukrotny wzrost! Mało tego, w obecnym roku mamy już 1150 gier (stan na 12.02.2017), jest to liczba o 100 większa od tego ile gier pojawiło się w całym 2012 roku! Ba! To więcej niż łączna liczba gier wydanych w okresie 2008-2011! Przy takim tempie wzrostu, w tym roku moglibyśmy się doczekać i 15000 nowych tytułów.

Liczba wydanych gier w danym roku na Steam (Stan na: 11-02-2017)
Źródło: steamgifts.com

Część osób powie, że to dobrze, bo większy wybór, większa konkurencja. Ale to nie do końca jest prawda. Byłoby tak, gdyby wszystkie wydane produkcje, były grami co najmniej dobrymi. Osobiście chciałbym zobaczyć wykres wskazujący średnią ocenę gier wydanych w danym roku. Zakładam, że krzywa leciałaby powoli w dół.

Valve próbowało to opanować wprowadzając kuratorów, możliwość zwrotów gier do 14 dni, modyfikowali system oceny gier i pewnie jeszcze parę istotnych rzeczy pominąłem. To jednak najwyraźniej nie wystarczyło i potrzebne były gruntowne zmiany.

Co się zmieni?

Przede wszystkim, developer będzie musiał wypełnić zbiór papierków, aby założyć konto. Valve porównuje ten proces do zakładania konta w banku. Druga sprawa, to zniknięcie jednorazowej opłaty za publikację. Zamiast tego, opłata będzie odnosiła się do każdej gry, którą chce się opublikować (dalej jednorazowa, ale raz na grę, nie raz w ogóle). Na razie nieznana jest jej wysokość, gdyż Valve zbiera feedback od twórców i padają skrajne kwoty od $100 do $5000. Dlatego na razie są w kontakcie ze społecznością i nie rzucają konkretnymi liczbami.

Mamy nakreśloną sytuację, teraz zastanówmy się czy to dobrze.

W moim odczuciu zmiany wyjdą wszystkim na dobre. Greenlight w swoich założeniach ma moim zdaniem 3 wad:

  • Gry, które niekoniecznie prezentują wysoką jakość, trafiały na rynek, utrudniając odnalezienie dobrych tytułów,
  • Wysyp gier klonów. Gier, które papugowały założenia gry odnoszącej sukces,
  • Próby oszustwa, przez sprzedaż marnych gier, przy afiszowaniu je na wielkie tytuły (brzmi jak Early Access).

Konieczność wypełniani papierów, może zredukować liczbę oszustów i wyłudzaczy. Valve będzie dysponowało ich pełnymi danymi, więc potencjalne procesy o oszustwa, będą banalnie proste do realizacji. Dodatkowo zniechęcić może ich cena. Jeśli mają płacić za swój każdy oszukańczy tytuł, koszty mogą się nie zwrócić. Zwłaszcza, że Steam już podjął walkę z oszustami, dopuszczając zwroty gier.

Konieczność wniesienia opłaty za grę, może natomiast zmienić co innego. Teraz, twórca chcący opublikować grę, musi uważać, że może ona odnieść sukces. Skończy się wrzucanie każdego prototypu jaki się zrobiło, bo nie będzie się to kalkulowało. Tym samym spora szansa, że gry trafiające na Steam, będą po prostu wyższych lotów, albo przynajmniej skończone.

Może się pojawić niepewność, że przez to mogą zniknąć potencjalne perełki, bo twórców nie będzie stać na opłatę. Tutaj dużo zależy tak naprawdę od wysokości opłaty. Gdy będzie to $100, czy nawet $500, to twórca mający grę z potencjałem, może być gotowy na taki wydatek. Jeżeli natomiast zbliżymy się do tych $5000, to obawa może być słuszna. Jednak nie zapominajmy, że Steam to nie jedyna forma dystrybucji. Można zorganizować zbiórkę na Kickstarterze na te $5000, można skorzystać z GOGa, czy znaleźć wydawcę. Jeśli gra jest naprawdę dobra to się sama obroni. Ze statystyk Steama wynika, że ze wszystkich Greenlightowych gier, przez 13 lat działalności platformy, 100 przebiło przychody sięgające miliona dolarów.

Cóż o tym myśleć?

Moim skromnym zdaniem, cena publikacji gry powinna być początkowo niska, a później zależna od tego jak radzi sobie Twoja gra. Jeżeli ma bardzo niskie oceny to wzrasta koszt publikacji kolejnej. Dzięki temu stopniowo eliminowałoby się oszustów i słabe produkcję. Przy kolejnej grze, Twórca dwa razy by się zastanowił przed publikacją. Natomiast byłby nagradzany, za publikację gry dobrej.

Ostatecznie, zostaje kilka niewiadomych, ale wydaje mi się, że to ruch w dobrym kierunku. Nie możemy tutaj zapominać o tym, że transakcja ma dwie strony. O ile dla twórcy może być ciężej, o tyle dla gracza, będzie na pewno lepiej.

Podoba Ci się? Udostępnij!