Po paru miesiącach wstąpiłem znów do Ganymede Academy. Zaczynający w klubie Select projekt, obecnie bardzo fajnie się rozwija!

O Ganymede i ich Ganymede Academy pisałem już bardzo dawno, bo w Marcu tego roku. Aczkolwiek początki tej inicjatywy, sięgają jeszcze Sierpnia 2014, kiedy to w pubie Select można było wziąć udział w darmowych warsztatach z tworzenia gier. Później przenieśli się do swojej dawnej siedziby, przybrali szyld Ganymede Academy i… rozwijają się dalej.

Niestety przed wakacjami, cykle wykładów wypadały w czwartki, kiedy uczelnia mnie skutecznie blokowała, jeżeli chodzi o opcję przyjścia na wykład. Na szczęście tym razem, gdy w akademii do głosu doszli twórcy indie, dałem radę pojawić się na spotkaniu. Trafiłem na dwójkę świetnych prelegentów i zaskakująco małą liczbę osób (wcześniej sala zwykle była wypchana do ostatniego miejsca). Jednak to w jaką stronę poruszają się twórcy akademii, budzi podziw i sprawia, że ma się ochotę wstać i bić brawo. Ja byłem pozytywnie zaskoczony i zaraz wam powiem dlaczego.

Solidny core

Wiele fajnych inicjatyw niszczeje przez to, że mając jakiś pomysł, próbują go na siłę rewolucjonizować i zmieniać. Tutaj tego nie ma. Akademia oparta jest o mocny, sprawdzony fundament, który nie doczekuje się najwyżej szlifów, zamiast jakichś szczególnie wyszukanych, na siłę rewolucyjnych zmian.

Mamy spotkanie w siedzibie Ganymede w stałym miejscu i o stałym czasie. Ciągły kontakt z uczestnikami, w celu dopracowania inicjatywy. Mamy około godzinne prelekcje. Całość jest stremowana na żywo i nagrywana, po czym udostępniana na YouTube, a slajdy prelegentów lądują na SlideShare. Cały czas możemy czuć się dopieszczeni, przez zapewnienie napojów i przekąsek.

Nowe pomysły

Jednak inicjatywa nie jest pozbawiona świeżości. Cały czas w jakiś sposób jest ulepszana. Pojawiają się nowe, świeże pomysły. Pierwsze co się rzuca w oczy to współpraca z developerami indie. Wiedzę przekazują nam, już nie tylko pracownicy Ganymede, ale też inni twórcy indyków z całej Polski (a nawet z zagranicy). Drugi fakt, to wsparcie medialne. Kontakt z wielkimi portalami i magazynami o grach, na pewno daje sporo rozgłosu jak i fajne bonusy dla uczestników (ostatnio, do pierwszych 10 osób, powędrował magazyn Pixel).

Drugim dobrym pomysłem, jest nieoficjalne after-party, gdzie w luźniejszej atmosferze, przy piwku, można porozmawiać z prelegentami oraz innymi uczestnikami wykładu. Organizacja i logistyka całego eventu również stoi na wyższym poziomie.

Jak wypadli prelegenci

W dniu kiedy ja byłem, miałem szczęście trafić aż na dwie prelekcję.

Pierwszym prelegentem był Jakub Lisiński. Twórca Shadowborn, pracował w Teyonie, a obecnie, stał się undergroundowym twórcą, który (dosłownie ;)) siedzi w piwnicy i pracuje nad własną grą. Nad grą pracuje już dwa lata, jednak na temat premiery nic nie zdradza, stosując metody Blizzarda: “it’s done when it’s done”.

Jeżeli chodzi o samą prelekcję, dostaliśmy wykład o tym, jak pracować z ludźmi i z samym sobą. Dowiedzieliśmy się jak zarządzać zespołem ludzi w trakcie trwania projektu (zależność, między pieniędzmi, czasem i motywacją). Jak zarządzać samym sobą, żeby praca ciągle była efektywna i kreatywna (nawyk, a rutyna). Bardzo fajnym smaczkiem, była duża ilość anegdot z trikami, jak radzić sobie z krnąbrnymi członkami zespołu, czy z komentarzami i krytyką w kierunku nas i naszej gry. Temat nieczęsto poruszany, a bardzo ciekawy.

Drugi wystąpił Tomasz Kaczmarek. Twórca oryginalnego ZTG (obecnie GIC). Magister Game Designu, który w branży siedzi już wiele lat i zna chyba każdego kto ma z tym coś wspólnego. Indie developer, zanim to jeszcze było modne.

Na wykładzie poznaliśmy przepis na zupę z indyka. Jednak, gdzie w większości prelekcji, jesteśmy miziani i głaskani, jaki GameDev jest łatwy, miły i przyjemny, tutaj dostaliśmy coś nieco cięższego. Czyli zagrożenia płynące z bycia indie i z samego tworzenia gier (Można stracić pieniądze, czy zdrowie psychiczne). Dostaliśmy też porównanie pracy w korporacji, a byciem niezależnym (bycie jednym z wielu, a bycie twarzą projektu).

Ogólnie bardzo fajnie się złożyło, obie prelekcje dobrze się uzupełniały i pokazywanie ich zawsze wspólnie byłoby chyba bardzo dobrym pomysłem.

Podsumowując

Ganymede Academy to dojrzały, ale ciągle rozwijający się projekt, który od samego początku wydawał się bardzo ciekawy. Teraz mocno rozwijają skrzydła. Ja ciągle jestem pozytywnie zaskoczony ich postępami i nie mogę się doczekać, co dalej osiągną.

Podoba Ci się? Udostępnij!