Śmierć. Czeka każdego z nas. Czy to z „przyczyn naturalnych”, czy z powodu choroby, albo nieszczęśliwego wypadku. Nie ma pytania czy, a jedynie kiedy, gdzie i jak. Nie istotne jest pytanie co potem. Istotne jest, czy przeżyliśmy życie tak, by móc być z niego dumnym i umrzeć będąc szczęśliwym. Najważniejsze jednak jest, czy w momencie naszej śmierci, drastycznie skoczy nam liczba lajków na naszym fanpage’u. Wait… what?!

Śmierć Steva Jobsa, Michaela Jacksona i Anny Przybylskiej. Co je wszystkie łączy? W sumie dwie rzeczy. Po pierwsze, umiera ktoś, kogo można określić mianem osoby publicznej. Po drugie, liczba lajków na ich fanpage’ach, skacze w niebotycznym tempie, od chwili ogłoszenia światu, że umarli. Co by nie było, że jestem gołosłowny:

6 Października 2014, 21:59
5 Października 2014, 21:59
6 Października, 22:00
5 Października, 22:00

Blisko 200 nowych lajków w… minutę! Czyli każdej sekundy, 3 osoby lajkowały profil. Obecnie mamy tam 172 tysiące lajków. Gdy aktorka jeszcze żyła, liczba oscylowała w okolicy 10 tysięcy. Łatwo liczymy, że mamy 160 tysięcy nowych w 48h, co daje nam: 55 osób lajkujących co minutę, w ciągu 2 dni.

Ale zapytacie: No kurde, co z tego?

Prosty wniosek. Lubimy zombie, co jest bardzo ciekawym zjawiskiem społecznym. Gdy ktoś umiera, nagle istotne staje się pokazanie, że znało się tą osobę, że się ją lubiło. Gdy umierał Jackson, moja tablica na FB była zalana linkami do jego klipów. Minął jakiś czas, nikt za bardzo już ich nie udostępnia. Czemu doceniamy czyjąś pracę, dopiero gdy umiera? O co chodzi z hurtowym lajkowaniem fanpage’a, każdego kto umarł? Ma to poprawić humor tej osobie? Chyba nie bardzo to zauważy… Ma to poprawić humor jej rodzinie? Też nie sądzę.

Teraz nagle mamy 170 tysięcy fanów aktorki. Ciekawi mnie, ile listów od fanów, z życzeniami powrotu do zdrowia, otrzymała walcząc z chorobą? W czasie choroby, ważną rolę odgrywa nastawienie osoby walczącej. Może gdyby pani Anna, otrzymała wsparcie setki tysięcy ludzi, jej wola walki byłaby większa? Nie chodzi tu teraz o to czy było to w ogóle uleczalne, bo nie rozważam tu tego konkretnego przykładu, a samą ideę.

Nie rozumiem tego zjawiska. Chodzi o jakiś lans? Że znało się daną osobę, zanim umarła? „Ja słuchałem Jacksona od zawsze”. Wow! Super! Co to zmienia? W sumie… kogo to obchodzi? W wirtualnym świecie, śmierć traci swój poważny i smutny charakter, a zaczyna się zmieniać w jakąś szopkę i konkurencję. Jeżeli naprawdę lubiłeś jakiegoś twórcę, to polajkowałeś jego profil dawno, by być na bieżąco. Jeżeli robisz to, dlatego że umarł, odwalasz szopkę i kpisz sobie z tych wszystkich ludzi, którzy faktycznie za tym kimś przepadali. Nie oddajesz w ten sposób szacunku. Nie musisz emancypować swoją empatią i żalem. Gdy umrze ci babcia, też polajkujesz jej porfil, czy złożysz kwiaty na grobie i pomodlisz się za jej duszę?

Podoba Ci się? Udostępnij!