Krótkie gry jako takie, nie są problemem. Mając więcej obowiązków, docenia się produkcje krótkie. Jednak w przypadku bardziej skomplikowanych gier cRPG to może być czasami problem.

Jakiś czas temu wróciłem do gry Pillars Of Ethernity. Fajnie się złożyło, bo dwa dodatki do gry wyszły, więc mogłem wszystko przejść za jednym zamachem. Ogólnie gra mi się bardzo podoba. Wykorzystuje to co najlepsze z klasycznych gier cRPG, takich jak Baldur’s Gate, dodając kilka ciekawych unowocześnień, nowych mechanik i parę dobrych pomysłów.

Z grą mam jeden problem, który nie byłby problemem w praktycznie każdym innym gatunku. W grze spędziłem ponad 40h, przechodząc główny wątek. W okolicach 45 godziny, stanąłem przed przejściem do ostatniej planszy. Wtedy doczytałem, że jak tam wejdę, to do dodatku już nie wrócę, więc zacząłem penetrować zakamarki dodatków. Jednak można by przyjąć, że cały główny wątek gry, zajął mi około 45 godzin. Dla porównania. Risen 3, to 34 godziny, a Wiedźmin 3 140 godzin. Nie mam niestety statystyk ile czasu poświęciłem takim tytułom jak Gothic, czy Fallout, bo kiedy w nie grałem, to jeszcze o Steamie nie było tak głośno. Oczywiście w każdym przypadku mowa o głównym wątku i zadaniach pobocznych.

Wiecie z czym mam problem? Z czasem na poznanie świata gry. Kiedy w późniejszych etapach rozgrywki, NPC rzucają pewnymi nazwami własnymi, to wiem, że powinienem wiedzieć o czym mówią, ale często nie mam pojęcia. Muszę przeglądać dziennik lub glosariusz, żeby się zorientować o co chodzi. Pillarsy to nowe uniwersum, więc wiele rzeczy nie jest tam znanych. Trzeba poznać lore i je przyswoić. Problemem jest to, że za każdym razem gdy postać niezależna operuje pewnym słownictwem, którego nie kojarzymy, jesteśmy wybijani z rozgrywki.

Pillars Of Ethernity

Czas spędzony w Pillarsach, jest bardzo porównywalny do tego, jaki poświęciłem Risenowi, czy zapewne Gothicowi. Ale tam świat jest dużo prostszy. Potwory są nam raczej znane, mamy do poznania po 3 frakcję, tuzin istotnych postaci niezależnych, historia świata jest prosta, a boski panteon to 3 bogów, o banalnych imionach, z trywialnym podziałem: dobry, zły, neutralny. Bardzo łatwo to wszystko ogarnąć.

Wróćmy tutaj do Baldur’s Gate, które świat ma równie rozbudowany co Pillarsy. Świat Baldura znam i kojarzę wiele elementów nawet po latach od gry. Mogę z pamięci wymienić dobrego boga Helma, czy boga krasnoludów: Moradina. Z łatwością wymienię szczególne cechy różnych ras. Gdzie znajduje się sekret tego, że Baldur tak dobrze zapada w pamięci, kiedy Pillarsy potrafią się skutecznie przed tym bronić?

Icewind Dale

Widzę dwa powody, takiego stanu rzeczy.

Po pierwsze, Baldur opiera się na świecie Forgotten Realms, na podstawie którego mamy papierowego RPG oraz wiele książek. Wiele osób świat Baldura mogło znać bardzo dobrze, zanim uruchomiło grę. Świat zapomnianych krain występuje też w innych grach, takich jak Icewind Dale, czy Neverwinter Nights.

Jest też drugi powód. Średni czas przejścia Pillarsów wg. czasgry.gram.pl to 74 godziny z groszami, W przypadku Baldura mamy czasy odpowiednio: 118 i 141 godzin dla pierwszej i drugiej części. Względem drugiej odsłony Baldura, jest to ponad dwukrotna różnica.

Czy to coś zmienia? Moim zdaniem tak. Dodatkowy czas spędzony z grą to dodatkowy czas na zagłębienie się w świat gry i lepsze poznanie jej niuansów. O ile sam czas przejścia gry nie jest dla mnie przeszkodą jako taką (przy ostatnich brakach wolnego czasu, bardzo doceniam gry, które da się przejść w około 30-40 godzin, bo mogę to realnie zrobić). Mały czas potrzebny na zabawę z grą RPG sprawia, że gorzej poznajemy świat gry i gorzej w niego wsiąkamy. Tak jak wspomniałem przy okazji Gothica, nie potrzebujemy takiego zapasu przy grze z prostym lore, mocno osadzonym w realiach znanych nam, choćby z lekcji historii.

Gothic II Noc Kruka

Problem małej ilości czasu w rozbudowanej grze cRPG może wydawać się wydmuchany na siłę i niepoważny. W moim odczuciu, nie dając graczowi dość czasu na dobre poznanie świata. Na przyswojenie pewnych pojęć i elementów otoczenia, zanim obrzucimy go kolejnymi sprawia, że gracz może poczuć się zagubiony, co będzie go od gry odpychało.

Co więc zrobić, jeśli mamy ograniczone zasoby, a chcemy przedstawić świat gry? Można wzorować się na wspomnianym Icewind Dale. Gra mocno oparta na zamyśle Baldura, z taką różnicą, że była bardziej liniowa i prezentowała niewielki fragment świata gry. Gracz nie był pochłonięty wszystkim, więc mógł lepiej poznawać świat. Jeśli świat się przyjmie, to druga część gry, jest świetnym momentem, żeby wrzucić doświadczonego już gracza na głębsze wody i zacząć mu przedstawiać niuanse.

Podoba Ci się? Udostępnij!